środa, 29 października 2008

W pustynne bagno przemieniły ulewne deszcze somalijską Dolinę Dharoor. Próby wyjazdu poza granice obozu zakończyły się niepowodzeniem: samochody grzęzną w błocie niby nóż w błocie. Nie wiem który już z kolei dzień spędzam w swoim namiocie, uzbrojony w Raid przeciw owadom i owiewany gorącym powietrzem generowanym przez negatywnie usposobiony wentylator. "Nie, nie, nie!" - zaprzecza mi ruchem swojej wirującej głowy, cokolwiek bym nie powiedział.

Pobyt tutaj uprzyjemniam sobie spacerami pomiędzy namiotem, a otaczającym nas wałem obronnym. Zdarza mi się zajrzeć do jadalni, do biura; czasem wlezę na wał.

- Uważam, że te baterie powinny leżeć horyzontalnie, jak sądzisz? - zagaduje Saleem.
- Według mnie jest dobrze - odpowiadam. - Głosujmy jednak.

Saleem uznaje to za żart, a ja, zahaczając po drodze o jadalnię, ze spuszczoną głową wracam do namiotu.

Wtem trzy harpie, boginie wiatrów, lądują na suchym skrawku lądu, jakieś 50 jardów ode mnie. Ich skrzydła, jeszcze przed chwilą zlepione deszczem, mienią się teraz w siedmiu kolorach tęczy i szybko wysychają, łechtane promieniami zbudzonego niedawno słońca. Harpie strząsają z siebie ostatnie krople, rozrzucając tęczę na wszystkie strony i głowami gładzą nastroszone pióra: olbrzymie, różnobarwne. Ja przyglądam im się z ukrycia, schowany za połą namiotu; nie odrywając od nich wzroku prawą ręką sięgam po aparat - w lewej trzymam kanapkę.

Jedna z harpii, największa i najbardziej upiorna, dostrzega mnie. Nasze spojrzenia spotykają się na kilka sekund, wstrząsa mną dreszcz przerażenia - a może i podniecenia, bo choć upierzone, to przecież młode kobiety; a ja na pustyni już piąty tydzień... Porzucam jednak te grzeszne myśli. Możliwie ostrożnie, tak by ona tego nie dostrzegła, próbuję ukryć kanapkę za plecami. Aparatu nie udaje mi się pochwycić. Wiadomo mi, że stworzenia te, podobnie jak mój kuzyn Krzysztof, są wiecznie głodne; wiem też, iż harpia, jak też uczyniłby Krzysiu, nie zawaha się zaatakować mnie dla niezbyt przecież smacznej kanapki z tuńczykiem. A może i mnie samego zechce pożreć?

Czekam. Teraz już wszystkie trzy harpie wpatrują się we mnie głodnymi oczami. Kanapka leży na ziemi, chyba jej nie widziały - czego więc chcą? Powoli wychodzę z namiotu i staję naprzeciwko nich. Dzieli nas kałuża wody, po której, mimo że powietrze dawno zastygło w złowrogim bezruchu, przetacza się pustynny kołtun. Są dość blisko, wyraźnie czuję smród ptasiego guana i mdłą woń ich oddechów.

- Subax wanagsan! - krzyczę po somalijsku. - Dzień dobry!

Odpowiada mi cisza. Harpie zastygły, jakby były z kamienia. Rozglądam się dookoła w nadziei, że znajdzie się ktoś z kałasznikowem, ale nie ma nikogo - obóz zupełnie opustoszał.

- Odejdźcie! - proponuję, a głos mój drży. - Odejdźcie stąd! Czego chcecie? Odejdźcie!

Harpie nie odchodzą, poruszają się nagle, jak gdyby przebudziły się z wiecznego snu. Wszystkie trzy, dokładnie w tym samym momencie, podrywają się do lotu, startują i oto pędzą ku mnie! Słyszę świst powietrza, widzę ich twarze coraz bliżej i bliżej, ich biusty, gnają jak pioruny, runęły na mnie jednocześnie! Szpony, czuję szpony, ból, słyszę świst powietrza i ich wrzaski, wrzaski! Niezbyt głośne, a jednak wdzierają się we mnie, rozdzierają, zagłuszają myśli, świadomość, świadomość zanika, gdzie jestem??

Muchy. Znów te cholerne muchy siadają mi na oczach i na ustach. Gdzie Raid? Gdzie jestem? A zatem wieczór, co się stało z dniem? Znów przespałem, zmitrężyłem, gdzie harpie? Czyżby sen? Tak, śniły mi się, harpie, biusty. One mi się śniły.

Co to? Skąd pod kołdrą pióra? Skąd te pióra: olbrzymie, różnobarwne?

5 komentarze:

Jola pisze...

ha ha ha!!!!! Ale sen:):):)

krzyhoo pisze...

Hmmm
Zjeść Ciebie nie zamierzam;P A od kanapek z tuńczykiem wolę coś bardziej pożywnego;) Dziś np na obiad jadłem kapuśniak oraz pieczeń rzymską nadziewaną jarzynami w sosie wraz z ziemniakami i zestawem surówek:] Takie zestawy (codziennie inne) oferuje pobliska restauracja, więc głodny w pracy nie jestem. Oprócz tego coś słodkiego do kawy. Ciekawe dlaczego w pracy mam opinię "gluttona";)

Aha, chodzę regularnie 2 razy w tygodniu na basen i w listopadzie zaczynam aerobiczną 6 Weidera:D A jak z Twoimi ćwiczeniami? Zamieść jakieś zdjęcia, bo nie wierzę, że ćwiczysz;P

dudek pisze...

Kłamczuch! Wszystko zmyśliłeś! Wiem przecież dobrze, że wcale nie miewasz takich snów :P Co najwyżej te biusty ci się mogły na jawie przed oczami mienić :P

669 pisze...

cudna fotka!

gutka pisze...

deszcz w Somalii chyba Ci nie służy.. a tambylcy cieszą się, że pada?