sobota, 6 grudnia 2008

Epilog


Tutaj zakończymy naszą opowieść, moi drodzy. Żegnam się z Somalią, żegnam się z moim namiotem numer 36, a przygodę i aparat fotograficzny odkładam na półkę.

Dzisiaj bez większych niespodzianek: samolot, który miał mnie stąd zabrać zrezygnował z lądowania, zatoczył koło nad obozem i wrócił do Nairobi. Stało się tak dlatego, że istniało zagrożenie atakiem ze strony ochraniających nas żołnierzy. Podobno nie dostawali pensji przez dwa miesiące, podobno strzelali tylko w powietrze (chociaż Adrian twierdzi, że jedna z kul o centymetry minęła jego głowę). Podobno człowiek, który miał przekazywać pieniądze żołnierzom, przekazywał pieniądze sobie. Podobno samolot wróci tutaj jutro.


Adrian

Phil

Tomo

Regis


Żegnam się więc z Somalijczykami, a oni żegnają się ze mną.

- Barti, my friend, lecisz jutro, tak? Jutro wyjeżdżasz? A ty masz przecież kartę SIM; nie potrzebujesz już, prawda? A buty, masz widzę buty, give me. Daj mi koszulkę, my friend. A co z tym starym aparatem, co z aparatem: nie potrzebujesz, prawda? Give me, Barti, my friend.

Żegnam się też z Wami, moi przyjaciele, jednak nie na zawsze: mówią, że przygoda, która się kończy, jest w rzeczywistości tylko początkiem nowej, jeszcze bardziej przygodowej przygody! A gdzie przygoda - tam i ja, a gdzie ja - tam i przygoda. Wietrze, gnaj, gnaj przed siebie i nieś mnie ze sobą!

Haec igitur!

5 komentarze:

zu pisze...

koniec przygody czy opisywania przygody? wtf?

błazen pisze...

koniec przygody w Somalii

zu pisze...

hm, hm. "Sezamie, otworz sie! - ja chce wyjsc!"

Anonimowy pisze...

nic się nie dzieje na błaźnie nic na bezsensie robiącym to a w dodatku żeby się tu wpisać muszę przepisać słowo "vizerr"- w imieniu wszystkich fanów jestem zawiedzony

Anonimowy pisze...

zawiedziony - już wiem czemu mi to podkreślało