poniedziałek, 1 czerwca 2009
Błazen w Etiopii
Serdecznie zapraszam do zapoznania się z blogiem, którego protoplastą jest Błazen w Somalii. Pod adresem blazen-w-etiopii.blogspot.com znaleźć można wspomniany wcześniej blog.
sobota, 6 grudnia 2008
Epilog

Tutaj zakończymy naszą opowieść, moi drodzy. Żegnam się z Somalią, żegnam się z moim namiotem numer 36, a przygodę i aparat fotograficzny odkładam na półkę.
Dzisiaj bez większych niespodzianek: samolot, który miał mnie stąd zabrać zrezygnował z lądowania, zatoczył koło nad obozem i wrócił do Nairobi. Stało się tak dlatego, że istniało zagrożenie atakiem ze strony ochraniających nas żołnierzy. Podobno nie dostawali pensji przez dwa miesiące, podobno strzelali tylko w powietrze (chociaż Adrian twierdzi, że jedna z kul o centymetry minęła jego głowę). Podobno człowiek, który miał przekazywać pieniądze żołnierzom, przekazywał pieniądze sobie. Podobno samolot wróci tutaj jutro.


Żegnam się więc z Somalijczykami, a oni żegnają się ze mną.
- Barti, my friend, lecisz jutro, tak? Jutro wyjeżdżasz? A ty masz przecież kartę SIM; nie potrzebujesz już, prawda? A buty, masz widzę buty, give me. Daj mi koszulkę, my friend. A co z tym starym aparatem, co z aparatem: nie potrzebujesz, prawda? Give me, Barti, my friend.
Żegnam się też z Wami, moi przyjaciele, jednak nie na zawsze: mówią, że przygoda, która się kończy, jest w rzeczywistości tylko początkiem nowej, jeszcze bardziej przygodowej przygody! A gdzie przygoda - tam i ja, a gdzie ja - tam i przygoda. Wietrze, gnaj, gnaj przed siebie i nieś mnie ze sobą!
Haec igitur!
wtorek, 11 listopada 2008
Ahoj!
Słońce uśmiecha się szeroko, chociaż dawno już zaszło; gra z księżycem w berka. Na mnie już czas. Pakuję do mojej wielkiej torby wytarte spodnie, płaszcz i kapelusz podróżnika, czarno białe fotografie, kilka skór zwierzęcych, wypłowiałą mapę świata, globus, lupę i kroczek oraz całą masę wspomnień. Na wieść o moim wyjeździe ze swych kryjówek wypełzają nieśmiało lwy, tygrysy, lamparty, z ulgą odetchnęły krwiożercze żyrafy. Każde źdźbło trawy, każde ziarnko piasku szepcze, że na mnie już czas.
Z okazji tego, że świat jest taki piękny, chciałbym zaprosić wszystkich Was na spotkanie ze mną. Zamierzam co prawda swoim zwyczajem siedzieć ze spuszczoną głową i milczeć, ale i tak przyjść warto: każdy, kto poda tajne hasło, otrzyma nie zero, nie jedno, lecz dwa (!) darmowe piwa. Uwaga, podaję hasło: przygoda2.
Spotkanie rozpocznie się w czwartek, 13 listopada, o godz. 20.00 w knajpie Stary Port przy ul. Straszewskiego w Krakowie.
Cóż więcej mogę powiedzieć... Ahoj, moi kochani, żegnajcie i pamiętajcie, że przygody czają się bliżej, niż myślicie. Zajrzyjcie pod łóżko, za firankę, wygarnijcie wygasły popiół z kominka i sprawdźcie, czy nie czekają tam skulone, niecierpliwe odkrycia. Nie poddawajcie się nigdy w dążeniach, pamiętajcie o tym, że sami decydujecie o sobie, bądźcie twardzi, bo inaczej ludzie Was zniszczą. Nie bójcie się wyrażać własnego zdania, bądźcie sobie wierni, czytajcie książki, nie pogardzajcie innymi. Takich oto rad mogę Wam, moi kochani, udzielić. A teraz czas już chwycić torbę za ucho i dać się porwać wiatrowi! Niech żyje świat, niech żyje przygoda!
Savoir vivre!
Z okazji tego, że świat jest taki piękny, chciałbym zaprosić wszystkich Was na spotkanie ze mną. Zamierzam co prawda swoim zwyczajem siedzieć ze spuszczoną głową i milczeć, ale i tak przyjść warto: każdy, kto poda tajne hasło, otrzyma nie zero, nie jedno, lecz dwa (!) darmowe piwa. Uwaga, podaję hasło: przygoda2.
Spotkanie rozpocznie się w czwartek, 13 listopada, o godz. 20.00 w knajpie Stary Port przy ul. Straszewskiego w Krakowie.
Cóż więcej mogę powiedzieć... Ahoj, moi kochani, żegnajcie i pamiętajcie, że przygody czają się bliżej, niż myślicie. Zajrzyjcie pod łóżko, za firankę, wygarnijcie wygasły popiół z kominka i sprawdźcie, czy nie czekają tam skulone, niecierpliwe odkrycia. Nie poddawajcie się nigdy w dążeniach, pamiętajcie o tym, że sami decydujecie o sobie, bądźcie twardzi, bo inaczej ludzie Was zniszczą. Nie bójcie się wyrażać własnego zdania, bądźcie sobie wierni, czytajcie książki, nie pogardzajcie innymi. Takich oto rad mogę Wam, moi kochani, udzielić. A teraz czas już chwycić torbę za ucho i dać się porwać wiatrowi! Niech żyje świat, niech żyje przygoda!
Savoir vivre!
poniedziałek, 10 listopada 2008
Saba Sabaabuu
Dziś zapraszam do pobrania utworu czwartego z płyty Poomaar miejscowego idola Saba Sabaabuu. Nie wiem, o czym jest ta piosenka, ale są tylko trzy opcje: o miłości, o tęsknocie lub o zdradzie - oni wszyscy śpiewają tutaj o miłości, o tęsknocie lub o zdradzie.
sobota, 8 listopada 2008
A! O! A!
Odkąd lokalni pracownicy nauczyli się obsługi GPSa, czuję się zbędny jak lekarz na pogrzebie (sorry za słabe porównanie). Jako supervisor wciąż co prawda nadzoruję ich pracę, są oni jednak na tyle inteligentni, że cały ten nadzór sprowadza się do zarządzania przerw.

Jestem człowiekiem z natury dobrym (a przy tym szlachetnym, cnotliwym, niepospolitym... ale zaraz, o czym to ja miałem... tak...) Jestem człowiekiem z natury dobrym i szlachetnym, człowiekiem cnotliwym, dbam więc o to, by moi ludzie mieli w pracy jak najlepsze warunki: zapewniam im nieograniczone dostawy zimnej wody, przymykam oko na drobne oznaki lenistwa (batogu używam tylko w ostateczności), specjalnie dla nich przemycam z jadalni napoje izotoniczne. Zamiast karać za błędy - nauczam, poprawiam i zachęcam. W zamian za swą dobroć, za szlachetność, otrzymuję oddanie, szczerą chęć do pracy oraz moc uśmiechów każdego dnia. "Chcę pracować z Bartkiem" - szepcze do kolegów Jama. "Ja i Bartek - jedna drużyna" - prosi mnie Mukhtaar. "Obyś kurwo zdechł" - marudzi Ahmed.

Chociaż współpracownikom moim ufam, zaufanie to nie jest bezgraniczne - za każdy ich błąd głową odpowiadam ja.
Musa, GPS operator, opowiadał mi jak zdobywa się serce dziewczyny w Somalii. Całość sprowadza się do kilku prostych kroków: najpierw trzeba dowiedzieć się, co dziewczyna lubi. Żeby uzyskać taką informację, powinno się z dziewczyną porozmawiać. Gdy wiemy już, co najbardziej ją cieszy (jako przykład Musa podał kwiat), należy pójść tam, gdzie dziewczyna mieszka. Reszta jest już prosta: kiedy dziewczyna wpuści nas do środka, wystarczy dać jej kwiat i zabrać ją ze sobą. "Super, nawet dla mnie nie powinno to być zbyt trudne" - pomyślałem sobie i już roztaczałem kolorową wizję: moje cztery somalijskie żony mrugają do mnie zalotnie, tarzając się wśród czterech kwiatów. Posmutniałem dopiero, kiedy Musa wyznał (nie bez żalu zresztą), że Somalijki nie krzyczą "A! O! A!" podczas uprawiania seksu, bo nie mają łechtaczek.


środa, 5 listopada 2008
Happy birthday mate!
To dostałem od Aiden'a w dniu moich urodzin:
Happy birthday mate! What time are we going to this club in Bossaso tonight?? You ring the taxi and ill load the guns. I think we should start off slow and work our way onto the spirits after an hour or so, then, once adequately pissed, we shall announce to the whole pub full of Somalians; that we have no fear and are willing to fight any of them. After they back down and run away, we hit the dancefloor and throw some serious shapes... trust me, the local women will be absolutely blown away. Then, once we've rocked they're world as it has never been rocked, we down a full pint and 3 shots each, throw the empty glasses against the wall, casually walk over to the door, and puke while on the way out (optional). While staggering down central Bossaso looking for transport of some sort, we encounter some passerby's who take offense to the loud drunken singing in which we are now partaking. Once informed that their opinion has no relevance, we knock them out and head back to camp. Sound good?
Tłumaczenie (by google):
Happy Birthday mate! O której godzinie dotrzemy do tego klubu w Bossaso wieczorem? Ci pierścionek z taksówki i złego załadować broń. Myślę, że powinniśmy rozpocząć powolny i nasz sposób pracy na spirytus po godzinę lub więcej, wówczas, gdy odpowiednio pijany, będziemy ogłaszać na całą publikacji pełnych Somalians, że nie mamy strachu i są skłonni do walki z każdą z nich. Po ich z powrotem w dół i uciec, ale natknął się na parkiet i rzucać niektóre poważne kształty... Zaufaj mi, lokalne kobiety będą absolutnie blown away. Wtedy, kiedy mamy wstrząsnęły one świat, gdyż nigdy nie było kołysaniu, ale w dół pełen kufel i 3 strzały, z których każdy rzucał puste kieliszki przed ścianą, casually walk nad do drzwi, i rzygać, natomiast na wyjście (opcjonalnie). Chociaż rozłożenia w dół centralnego Bossaso szukasz pewnego rodzaju transportu, ale napotykają na pewne przechodzień, który obrazić się na głośne śpiewanie pijani, w którym jesteśmy teraz uczestnictwo. Po poinformowani, że ich opinia nie ma znaczenia, ale im knock out i głowę z powrotem do obozu. Sound dobre?
Happy birthday mate! What time are we going to this club in Bossaso tonight?? You ring the taxi and ill load the guns. I think we should start off slow and work our way onto the spirits after an hour or so, then, once adequately pissed, we shall announce to the whole pub full of Somalians; that we have no fear and are willing to fight any of them. After they back down and run away, we hit the dancefloor and throw some serious shapes... trust me, the local women will be absolutely blown away. Then, once we've rocked they're world as it has never been rocked, we down a full pint and 3 shots each, throw the empty glasses against the wall, casually walk over to the door, and puke while on the way out (optional). While staggering down central Bossaso looking for transport of some sort, we encounter some passerby's who take offense to the loud drunken singing in which we are now partaking. Once informed that their opinion has no relevance, we knock them out and head back to camp. Sound good?
Tłumaczenie (by google):
Happy Birthday mate! O której godzinie dotrzemy do tego klubu w Bossaso wieczorem? Ci pierścionek z taksówki i złego załadować broń. Myślę, że powinniśmy rozpocząć powolny i nasz sposób pracy na spirytus po godzinę lub więcej, wówczas, gdy odpowiednio pijany, będziemy ogłaszać na całą publikacji pełnych Somalians, że nie mamy strachu i są skłonni do walki z każdą z nich. Po ich z powrotem w dół i uciec, ale natknął się na parkiet i rzucać niektóre poważne kształty... Zaufaj mi, lokalne kobiety będą absolutnie blown away. Wtedy, kiedy mamy wstrząsnęły one świat, gdyż nigdy nie było kołysaniu, ale w dół pełen kufel i 3 strzały, z których każdy rzucał puste kieliszki przed ścianą, casually walk nad do drzwi, i rzygać, natomiast na wyjście (opcjonalnie). Chociaż rozłożenia w dół centralnego Bossaso szukasz pewnego rodzaju transportu, ale napotykają na pewne przechodzień, który obrazić się na głośne śpiewanie pijani, w którym jesteśmy teraz uczestnictwo. Po poinformowani, że ich opinia nie ma znaczenia, ale im knock out i głowę z powrotem do obozu. Sound dobre?
sobota, 1 listopada 2008
Wszystkich Świętych, Święto Zmarłych
Z okazji dnia Wszystkich Świętych przygotowałem zestaw fotografii całkowicie z tym dniem niezwiązanych. Są to mianowicie zdjęcia z meczu piłki nożnej, w którym drużyna Somalii podjęła na własnym stad... na kupie piachu za jadalnią reprezentację Reszty Świata.
Mecz rozpoczął się niemrawo: nikt nie chciał dotykać piłki, która, jak się później okazało, była kluczowym elementem rozgrywki.

Dostępu do bramki drużyny Reszty Świata bronił niepokonany Saleem.

W pewnym momencie meczu zespół somalijski postanowił zakpić sobie z naszego bramkarza pozbawiając go głowy i zatykając na jej miejscu piłkę, co wywołało powszechną wesołość.

Ostatecznie jednak mecz wygraliśmy, a do zwycięstwa przyczynił się w znacznej mierze zawodnik w ciemnoniebieskiej koszulce...




... który od początku do końca walczył jak lew i który od początku do końca, mimo nieznośnego upału, swojej ciemnoniebieskiej koszulki nie zdjął, bo wstydzi się własnej nagości.
Mecz rozpoczął się niemrawo: nikt nie chciał dotykać piłki, która, jak się później okazało, była kluczowym elementem rozgrywki.
Dostępu do bramki drużyny Reszty Świata bronił niepokonany Saleem.
W pewnym momencie meczu zespół somalijski postanowił zakpić sobie z naszego bramkarza pozbawiając go głowy i zatykając na jej miejscu piłkę, co wywołało powszechną wesołość.
Ostatecznie jednak mecz wygraliśmy, a do zwycięstwa przyczynił się w znacznej mierze zawodnik w ciemnoniebieskiej koszulce...
... który od początku do końca walczył jak lew i który od początku do końca, mimo nieznośnego upału, swojej ciemnoniebieskiej koszulki nie zdjął, bo wstydzi się własnej nagości.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





